Wstałam dzisiaj bardzo wcześnie, jak
zwykle w ten dzień. Dzisiaj były Dożynki. Dzisiaj dwójka młodych ludzi zostanie
wylosowana na Głodowe Igrzyska, aby stoczyć walkę na śmierć i życie, z której
wyjdzie tylko jeden żywy. I właśnie, dlatego się zgłoszę.
Szkoliłam się przez całe swoje
życie. Mam już siedemnaście lat i mnóstwo morderczych umiejętności. Przyniosę
chwałę mojemu dystryktowi! Jak tylko dorwę się do łuku nikt nie będzie miał ze
mną szans! Oczywiście na początku trzeba będzie się dołączyć do jakiegoś
sojuszu. Potem będzie z górki. Rozejrzałam się po moim pokoju. Fioletowe
ściany, naprawdę mi się podobały. Były w moim ulubionym kolorze. Naprzeciwko
dużego, granatowego łóżka stało drewniane biurko, które było dokładnie
uporządkowane. Przy mahoniowych drzwiach stała komoda wypełniona moimi
rzeczami.
Wyszłam z łóżka i spojrzałam w
lustro. Moje długie, blond włosy sterczały w każdą stronę. Wyciągnęłam z szafki
szczotkę, aby uczesać je w długiego warkocza.
Z komody wyjęłam białą koszulę i granatową spódniczkę. Ubrałam się i umyłam
zęby.
Poszłam do jadalni. Przy stole
siedziała już cała moja rodzina. Usiadłam na krześle obok mojego brata – Toma.
A on, jak zwykle próbował wyprowadzić mnie z równowagi. Na stole były wędliny,
masło, mleko, płatki śniadaniowe, chleb, sery. Nie brakowało tutejszym
mieszkańcom pieniędzy – Pierwszy Dystrykt jest jednym z najbogatszych w całym
Panem.
Po śniadaniu chciałam wziąć w ręce
łuk, nałożyć strzałę na cięciwę, puścić ją, a to wszystko w lesie, bez innych
ludzi, samotnie.
- Idę do Davida!
– powiedziałam, stojąc już przy wyjściu.
- Tylko wróć
szybko! Razem pójdziemy na plac – odpowiedziała mama.
Nie znoszę jej. Mojej mamy. Po śmierci ojca
zamknęła się w sobie i oprócz Dożynek nie odzywa się do mnie, ani do Toma. Cały
dzień siedzi u siebie w pokoju i zamyka drzwi, żebyśmy jej nie wchodzili. Tom robi jedzenie, a ja sprzątam dom. Sami
musimy sobie radzić. A w Dożynki jest inaczej. W ten dzień mama robi za nas
wszystko. I wtedy nie znoszę jej jeszcze bardziej.
Poszłam do lasu i wyciągnęłam łuk z
krzaków. To była moja tajna skrytka. Nikt tam nie zaglądał, nie szperał.
Następnie założyłam na plecy kołczan pełen strzał i poszłam dalej. Wzięłam dwa
kawałki drewna, przypominające małe płytki, na których namalowane były linie.
Zrobiłam to ostatnim razem, kiedy tu byłam. Ustawiłam je i poszłam pięć metrów
dalej. Nałożyłam strzałę na cięciwę i wycelowałam w jedną z tarczy. Trafiłam w
środek, oczywiście. Kolejne dwa strzały również były celne. Zazwyczaj tak było.
Schowałam łuk i kołczan w krzaki i poszłam na wzgórze niedaleko lasu. Był tam piękny widok. Kochałam tam siedzieć na
miękkiej trawie i patrzeć na zachód słońca.
Po około godzinie pomyślałam, że
muszę wracać do domu. Nie chciałam schodzić z wzgórza. Było tam pięknie.
Pamiętam, że jak byłam mała mój ojciec mnie tutaj zabierał. Śpiewał mi
wspaniałe pieśni i opowiadał wspaniałe historie o wróżkach. Obejmował mnie
ramieniem i mocno przytulał. Potem sam brał łuk, ale on zabijał zwierzęta.
Zazwyczaj była to sarna, ale czasem trafiał w ptaki. Śmialiśmy się później i to nas bardzo do
siebie zbliżało. Byliśmy z ojcem nierozłączni.
Miesiąc po moich siódmych
urodzinach tata zginął. Potrącił go jakiś niedoświadczony kierowca. Płakałam
dniami i nocami. Nawet dzisiaj uronię wieczorem jedną, czy dwie łzy. Był to
naprawdę okropny czas. Nie wiedziałam, jak tak przeżyje. Bez taty.
Ta myśl mną wstrząsnęła. Wstając,
przewróciłam się i nie chciałam wstawać. Myślałam o tacie. O tym, jak on mógł
mnie zostawić. Jak on mógł?
A może jestem zbyt samolubna? Może tak
tata chciał? Może teraz mu lepiej? Muszę tak właśnie myśleć. Tata jest w
lepszym świecie.
Wkońcu wstałam i ruszyłam w stronę
domu. Powolnym krokiem, ale się ruszałam! Otworzyłam brązowe drzwi i wkroczyłam
do salonu.
- Cześć, już
jestem – powiedziałam w drzwiach.
- Wkońcu! –
odpowiedziała wzburzona mama – zbieraj się, wychodzimy!
- Już? –
westchnęłam.
Mama zrobiła groźną minę i
wiedziałam już, że nie warto dyskutować.
Odkąd tata nie żyje mama zrobiła się humorzasta i częściej się na nas złościła
niż za życia taty.
Jednak wyglądała pięknie. Miała wspaniałą,
białą sukienkę, przewiązaną złotym paskiem, a na nogach miała czarne obcasy.
Tom był w perłowej koszuli i ciemnych spodniach. Wyglądał żałośnie, aż śmiać mi
się chciało, ale nie mogłam tego zrobić. Mama już i tak była zbyt zdenerwowana.
Poszłam do kolejki dziewczyn, nie patrząc
co robi reszta mojej rodziny. Strażnik
wbił mi igłę w palec i przyłożył do kartki, aby krwią przyrzec, że
byłam. Po tych pięciu latach już prawie to nie bolało. Przed sceną ustawialiśmy
się wiekowo. Stanęłam w rzędzie dla siedemnastoletnich dziewczyn.
Prawie wszyscy w Dystrykcie Pierwszym
wyglądali bardzo podobnie. Blond włosy i szmaragdowe oczy. Ja też tak
wyglądałam.
Ręce powoli zaczęły mi się pocić. Nie
uwierzyłam, że za parę minut się zgłoszę. Wszyscy zapamiętają Ayshę Koverson z
Dystryktu Pierwszego. To ta siedemnastoletnia dziewczyna, strzelająca z łuku
wygra 61 Głodowe Igrzyska. Pokona wszystkich 23 trybutów. Nie mogę się doczekać
sławy, którą dostanę!
Na scenę weszła Gergin Anderson opiekunka
Dystryktu Pierwszego. Wyglądała żałośnie. Widziałam, jak dwunastoletnie
dzieciaki, które po raz pierwszy czuły tą tremę, powstrzymywały śmiech.
Też pamiętam swoje pierwsze Igrzyska –
56. Byłam malutką Ayshą o króciutkich blond włosach zwiniętych w warkoczyki.
Stałam naprzodzie w niebieskiej sukience. Obok była moja najlepsza przyjaciółka
Sarah. W rozpuszczonych włosach i różowej spódniczce. Nie pamiętałam o czym był
film. Byłam zajęta. Zajęta trzęsieniem się ze strachu. Nagle zobaczyłam, że
Gergin wkłada rękę do szklanej kuli z nazwiskami dziewczyn. Razem z
przyjaciółką chwyciłyśmy się za ręce. Byłyśmy przerażone. Nagle usłyszałam:
„Trybutką 56 Głodowych Igrzysk zostaje Sarah Firman!” Nie dowierzałam. To była
ona. Moja najlepsza przyjaciółka została właśnie wylosowana na rzeź.
Kiedy stanęła roztrzęsiona na scenie
zaczęłam płakać. Weszłam na scenę i krzyczałam, że to nieprawda, żeby losowali
raz jeszcze. Wtedy Sarah chwyciła mnie za ramiona i powiedziała: „Najwyraźniej
tak musi być. Wypadło na mnie. Los tak kazał. Nie zapomnij mnie nigdy”.
I
jej nie zapomniałam. Kiedy jest dzień jej urodzin wystrajam stół, kładę zdjęcie
Sarah na krześle, śpiewam jej sto lat i robię ciasto. Może się to wydawać
dziwne, ale Sarah była dla mnie wszystkim. Nikogo oprócz jej nie kochałam tak
bardzo. Uważałam ją za siostrę. Kiedy odwiedziłam ją przed jej wyjazdem do
Kapitolu powiedziała: „Jak cię wybiorą to się ja się załamie. Ale ty się mną
nie przejmuj. Jak wygram to będzie dobrze, a jeśli umrę to nawet lepiej. Wiesz,
przecież jak ja żyje. Ja tak nie chce żyć”. Była to najmądrzejsza dwunastolatka
jaką znałam.
Sarah żyła na ulicy. Tylko w Dożynki
ojciec wpuszczał ją do domu, ale i tak kazał jej matce przygotować ją na to święto. Jej tata jej nienawidził. Kiedyś
poszłam do niego i kazałam jemu wpuścić Sarah do domu, ale byłam mała i głupia.
Nie wiedziałam jakie będą konsekwencje. Jej ojciec naprawdę nienawidził dzieci.
Uderzył mnie w twarz a ja przewróciłam się w kałużę błota. Sarah powiedziała,
abym nie mówiła swojej rodzinie, bo może być gorzej dla mnie i dla niej.
A dziś się zgłoszę. Zrobię to dla niej.
- Witajcie,
witajcie! – usłyszałam piskliwy głos Gergin i jej kapitoliński akcent – pora
wybrać jednego dzielnego chłopca i odważną dziewczynę, którzy będą
reprezentować ten dystrykt! Oczywiście, zaczynamy od dziewcząt! – włożyła rękę
w szklana kulę i wyciągnęła malutką karteczkę – Sophia Butter!
Z rzędu czternastolatek wysunęła się
blondynka o niebieskich oczach. Wyglądała na przestraszoną. Zauważyłam, że
jakaś inna dziewczyna chce się zgłosić. O nie! Nie dasz rady. Będę pierwsza!
- Zgłaszam się
na ochotnika! – krzyknęłam wyrywając się z tłumu.
Sophia wyglądała jakby chciała mi
podziękować, odetchnęła z ulgą i wróciła do rzędu. Nie ma za co, ale zrobiłam
to dla siebie.
- Ależ to
prawdziwy duch igrzysk! Mamy ochotniczkę! Znowu… No cóż, jak się nazywasz?
- Aysha
Koverson – odpowiedziałam pewna siebie.
- Aysha! Oto
Trybutka 61 Głodowych Igrzysk! A teraz czas na panów – zanurzyła rękę w
karteczkach z drugiej kuli - Andrew Blue!
Skądś go kojarzę, ale nie zawracałam sobie tym głowy. Myślałam o
tym, jak go zabiję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz